Argentawis - JuraPark Krasiejów

Argentawis

Ornitolodzy zapewne ubolewają nad tym, że nie przyszło im żyć sześć milionów lat temu w Argentynie. Wprawdzie nie mieliby do dyspozycji takich przydatnych narzędzi jak lornetka czy aparat cyfrowym z 125-krotnym zoomem optycznym, ale wcale by ich nie potrzebowali do tego, by podziwiać stworzenia dominujące w przestworzach. Wówczas w okolicach Andów i nad równinnymi stepami występującymi w Ameryce Południowej, nazywanymi pampasami, unosił się jeden z największych, a uważany za najcięższego ptak latający, jaki kiedykolwiek zasiedlał Ziemię. Był to argentawis, noszący dziś uczoną nazwę: Argentavis magnificens, czyli “potężny ptak z Argentyny”. Rozpiętością skrzydeł ustępował innemu ptakowi z rodziny Teratornithidae: Pelagornis sandersi. Uważa się, że mógł rozpinać skrzydła nawet na szerokość 7 metrów. W locie więc prezentował się majestatycznie, zwłaszcza że ważył nawet do 70 kilogramów. Dla porównania największy żyjący ptak szponiasty, kondor wielki, odznacza się rozpiętością skrzydeł mierzącą około 3 metry, a jego ciało przybiera wagę do 15 kg. Zaś najcięższy ptak, który potrafi się wznieść w niebo, osiąga wagę 21 kg, jest nim drop olbrzymi.

Wygląd i tryb życia

Kość ramienna argentawisa była niemal tak długa jak cała ręka człowieka. Stojąc na dużych, grubych i mocnych nogach równałby się nam wzrostem (ok. 180 cm). W tym względzie konkurowałby z nim jeden z żyjących dziś żurawi, co zawdzięcza przede wszystkim długiej szyi. Ten prehistoryczny ptak, gdy unosił się w powietrzu, wyglądał jak mały samolot, ale i tak nie był największym stworzeniem latającym, gdyż większy, i to wyraźnie, był potężny pterozaur – zatem gad – kecalkoatl. 

Argentawis miał nie tylko wielkie skrzydła i łapy, lecz wyróżniał się także masywnym, haczykowato zakończonym dziobem, co czyniło go istotą proporcjonalnie zbudowaną. Rozmiar, a szczególnie jego waga ciała, zmuszają nas do zastanowienia się, w jaki sposób był on zdolny latać. Łabędź niemy, którego ciężar osiąga 23 kg, staje się nielotem. Jednak argentyński gigant niewątpliwie potrafił wznieść swoje cielsko i to na całkiem okazałe wysokości. Nie miał jakoś nad wyraz dobrze rozwiniętej klatki piersiowej, dlatego polegał raczej na szybownictwie niż trzepotaniu skrzydłami (choć chwilami wykazywał się i taką umiejętnością); podobnie zresztą jak większość dużych skrzydlatych drapieżników – nie tylko kondor, ale także znany nam dobrze bielik. Wymarły ptak wykorzystywał do tego celu kominy termiczne, czyli ciepłe, unoszące się powietrze. 

Zatem wyobrażamy sobie podniebnego giganta, który unosi się w pobliżu szczytów górskich i kołuje dalej, zataczając coraz szersze kręgi nad stepowym krajobrazem. Co ciekawe, dziś raczej by sobie tam nie polatał, gdyż nie jest tam tak ciepło jak niegdyś, więc miałby problem z uzyskaniem pożądanych wysokości. Wówczas zaś nie miał z tym większych problemów, chociaż musiał startować z wyższych terenów, na przykład półek skalnych. Gdy tak przeczesywał wzrokiem rozległą okolicę, szukał świeżej padliny (podobnie jak to robią kondory bieliki, a także kruki), ale nie ograniczał do niej swojej diety. Prawdopodobnie rozmiarem i uzbrojeniem (szpony i potężny dziób) odstraszał mniejszych drapieżników, na przykład tygrysa szablozębnego, od upolowanej przez nich zwierzyny, którą przywłaszczał prawem silniejszego. Poza tym ścigał większe gryzonie czy też naziemne leniwce. W każdym razie każdego dnia potrzebował spożyć około 5 kilogramów mięsa. Jak większość dużych zwierząt, tak i on był istotą długowieczną, osiągającą dojrzałość płciową dopiero po kilkunastu latach życia. Cechowała go też niska śmiertelność, więc jego samice składały niewiele jaj w dłuższym odstępie czasu. Pary zapewne wspólnie opiekowały się potomstwem, które na początku wymagało wiele uwagi.